Ostatni raz wypuściłam głośno powietrze, po czym sięgnęłam trzęsącą się dłonią po telefon leżący przede mną na stole. Z trudem powstrzymywałam płacz. Wybrałam odpowiedni numer i przyłożyłam telefon do ucha. Słuchając sygnałów, założyłam opadający kosmyk włosów za ucho, po czym zaczęłam obgryzać paznokcie lewej ręki, starając się utrzymać emocje na wodzy.
- Tak, kochanie? - usłyszałam w słuchawce zatroskany głos swojej matki, który przypomniał mi jak bardzo za nią tęsknie. W tym momencie pojedyncza łza spłynęła z mojego policzka.
- Mamo! - jęknęłam żałośnie. Na chwilę zapadła cisza, w czasie której pociągałam nosem, starając się złapać oddech.
- Co się stało? Dlaczego płaczesz? - zapytała, nieco przerażona moim szlochem. Było słychać w jej głosie, że się martwi.
- Mam już wszystkiego dość. Dlaczego ludzie karmią się nieszczęściem innych? - zadałam pytanie, nie oczekując na nie nawet odpowiedzi. Przetarłam dłonią mokre policzki i głośno wypuściłam powietrze. - Mamo, wracam do Barcelony.
***
Kolejne zwycięstwo odniesione w tym roku w lidze, potwierdzało fakt, że ten sezon jest nasz. Po porażkach sprzed miesiąca większość kibiców zaczynała wątpić, że FC Barcelona się podniesie i zacznie grać swoją piłkę, ale ja nigdy nie zwątpiłem. Ja, Gerard Pique, nigdy nie wątpię w swoją drużynę.
Wpadłem z hukiem do szatni i ściągnąwszy koszulkę z moim nazwiskiem, zacząłem wymachiwać ją tuż nad głową.
- No, chłopcy, ten sezon jest nasz! - ryknąłem głośno, uśmiechając się szeroko.
Fabregas i Bartra podbiegli do mnie, rzucając się na moje plecy.
- Kto idzie na imprezę? - krzyknąłem, mając nadzieję, że wszyscy tak jak i ja stwierdzą, że to świetny pomysł.